Podkład idealny
fot. Getty Images

STYLE YOURSELF

/

13.12.22

Podkład idealny

STYLE YOURSELF

/

13.12.22

Podkład idealny

Idealny podkład? Powinien być niewidoczny na twarzy i jednocześnie do pewnego stopnia maskować niedoskonałości cery. Pamiętaj, że makijaż nie służy do rozwiązywania problemów skóry. W przypadku trądziku, warto zgłosić się dermatologa i go wyleczyć. Żaden, nawet najbardziej kryjący podkład go nie ukryje. Takie sztuczki działają tylko na Instagramie. W prawdziwym życiu zawsze będzie widać, że mamy wypryski, tylko pokryte grubą warstwą podkładu. Jest to niekorzystne nie tylko ze względów estetycznych, ale także zdrowotnych. Nawyk nakładania mocno kryjących kosmetyków grubą warstwą niesie ze sobą ryzyko powstawania zaskórników i zaostrzenia objawów choroby.

Hu! Hu! Ha! Nasza zima zła!
Podkład trzeba dopasowywać do pory roku. Przy niskich temperaturach znacznie lepiej od kremów koloryzujących sprawdzają się kryjące podkłady. Tego typu kosmetyki sprawiają, że twoja skóra jest dodatkowo chroniona przed wpływem niekorzystnych czynników zewnętrznych, w tym niskiej temperatury i smogu. Świetną opcją są kosmetyki z rozświetlającymi pigmentami, które idealnie dostosowują się do karnacji. Dzięki temu nie ma problemu z wyborem odcienia. Zwłaszcza, że zimą warto zmienić podkład na nieco jaśniejszy i chłodniejszy, żeby dostosować go do porcelanowego kolorytu cery.

Kwestia odcienia.
W przypadku naszych słowiańskich karnacji najlepiej sprawdzają się jasne odcienie, ale raczej w tonacjach bardziej beżowych niż różowych. Polki często mają cery wrażliwe, naczynkowe, generalnie skłonne do zaczerwienień. Dlatego lepiej nie podkreślać ich różowymi pigmentami, tylko wyrównywać je za pomocą żółtawych i beżowych. Nie chodzi o to, żeby za pomocą podkładu przyciemniać cerę czy imitować opaleniznę, tylko żeby odrobinę ocieplić jej koloryt. Zwłaszcza jeśli jest ona blada i ma szarawy odcień, co często zdarza się zimą. Warto też zwrócić uwagę, że w miarę upływu lat skóra traci jednolitą barwę. Z wiekiem dekolt i twarz stają się ciemniejsze niż szyja. Dlatego nakładając podkład na twarz, trzeba wziąć pod uwagę, czy nie będzie za bardzo odcinać się kolorystycznie od innych partii ciała.

Spektakularny efekt.
Nie dobieramy podkładu w zależności od rodzaju cery, bo jego zadaniem nie jest jej pielęgnacja, tylko od efektu, jaki chcemy uzyskać. Nie ma więc żadnych przeciwwskazań, żeby w przypadku cery suchej sięgnąć po matujący podkład o przedłużonej trwałości, jeśli zależy nam, żeby makijaż wyglądał nienagannie przez cały dzień. Bardziej dyskusyjne będzie to w przypadku cery tłustej, ponieważ dermatolodzy zauważyli, że tego typu podkłady często mają działanie zatykające pory. Najbardziej uniwersalne są nowoczesne podkłady o hybrydowych konsystencjach. Może nie dają mocnego efektu kryjącego, ale ładnie ujednolicają koloryt cery i maskują jej drobne niedoskonałości. Co ważne, łatwo i szybko się je rozprowadza. Dają też możliwość stopniowania efektu. Jeżeli uznasz, że jedna warstwa podkładu to za mało, bez problemu możesz dołożyć drugą.

Na zakupach.
Unikaj kupowania nowego podkładu przez internet, ponieważ jego odcień trzeba przetestować na własnej skórze. W dodatku nie na dłoni, tylko na twarzy. I nie w sztucznym świetle, które jest w centrum handlowym, tylko w świetle dziennym. Dlatego trzeba iść do perfumerii, z wszystkich odcieni wybrać te, które wydają nam się najbardziej odpowiednie, i zacząć od porównania ich na chusteczce higienicznej. Na białym tle będzie wyraźnie widać, czym się różnią. Czy mają w sobie więcej różu, czy beżu. Teraz wybierz 2-3 odcienie najbardziej zbliżone do kolorytu twojej karnacji i poproś o ich próbki. Będziesz mogła je spokojnie przetestować w domu w każdym rodzaju oświetlenia. Jeśli nie ma szans na próbki, odcienie podkładów trzeba przetestować na twarzy. Nie na dłoni ani na przegubie ręki, bo mają zupełnie inny koloryt niż twarz. Najlepiej robić to na linii żuchwy, bo twarz i szyja różnią się nieco odcieniami, a chodzi o to, żeby wybrać podkład, który idealnie wtopi się w skórę, dzięki czemu unikniesz efektu maski.

TEKST Tomek Kocewiak