Przebywanie w ciszy i milczenie prawie dla każdego z nas są trudne do zniesienia. Boimy się doświadczać pustki, także w nas samych, a lęk tego rodzaju utrudnia bycie tu i teraz oraz prawdziwą praktykę uważności. Uniemożliwia również poznanie samego siebie oraz bycie w szczerych i bliskich relacjach z innymi ludźmi. George Hofmann, amerykański nauczyciel medytacji i praktyki uważności oraz autor książki "Handling Anxiety in a Time of Crisis", uważa że najkrótsza droga do zdrowia emocjonalnego i rozwoju osobistego wiedzie przez milczenie i umiejętność przebywania w ciszy. Jak to jest być naprawdę sam ze sobą albo z drugim człowiekiem bez kompulsywnej potrzeby wypowiadania tysiąca słów? To dla wielu z nas bardzo trudne, bo przecież wymaga dużej intymności i przede wszystkim poczucia bezpieczeństwa. George Hofmann pisze w swojej książce, że jako początkujący nauczyciel medytacji też nie potrafił odnaleźć się w prawdziwej ciszy. Wychowany w wielkim mieście, kiedy przeniósł się do domu na wsi, bez telewizji, radia i internetu, czuł się nieswojo. Dotarło do niego, że wszechobecne wcześniej w jego życiu media i nieustanny szum informacyjny pozwalały mu zapomnieć o czającym się w podświadomości lęku przed kontaktem z trudnymi emocjami i ułatwiały ich wypieranie. Można zapytać dlaczego tak trudno jest nam wytrwać w głębokiej ciszy dłużej niż kilka minut? Skąd potrzeba zapełniania przestrzeni dźwiekami płynącymi z telewizora, czy radia, ale także przymus nieustannego wypowiadania słów i prowadzenia small talk'u? Badania brytyjskich naukowców przeprowadzone wśród studentów przez okres sześciu miesięcy pokazały, że zapotrzebowanie na umiarkowany, ale stały hałas i strach przed ciszą, jest zachowaniem wyuczonym. Trudno się temu dziwić skoro większość z nas wychowała się w domach, w których telewizor był włączony nawet wtedy, kiedy nikt go nie oglądał. W czasach panowania mediów społecznościowych dostępnych przez 24 godziny na dobę, problem nadmiernego przebodźcowania i strachu przed ciszą, nabrał szczególnego znaczenia. Stale podłączeni do sieci karmimy się złudnym poczuciem bezpieczeństwa, które wielu z nas traci w momnecie gdy rozładuje się bateria w telefonie albo dostawca usług internetowych nie potrafi poradzić sobie z przedłużającą się awarią. Jeśli jednak lęk przed ciszą jest zachowaniem wyuczonym, to możemy się go oduczyć. W jaki sposób? Poprzez ćwiczenia medytacyjne i praktykę uważności. Konfrontację ze strachem przed ciszą warto zacząć od ćwiczenia polegającego na odcięciu się od wszelkich źródeł dźwięków — telewizora, radia, komputera, telefonu. Wyłącz te wszystkie urządzenia i choć na początku nie będzie to łatwe, spróbuj przez co najmniej pół godziny pobyć w ciszy. Nie chodzi o zamykanie się w dźwiękoszczelnym pomieszczeniu, tylko o zmniejszenie do minimum bodźców ze świata zewnętrznego, które utrudniałyby ci skupienie się na tu i teraz. Z czasem możesz zdecydować się nawet na cichą godzinę podczas której spróbuj kierować swoją uwagę na chwilę obecną i przestaw się ze stanu aktywności na odbieranie sygnałów płynących z własnego ciała. Obserwuj swoje uczucia i po prostu bądź. Może dzięki temu uda ci się spojrzeć na siebie w inny, pozbawiony filtrów i bardziej szczery sposób? Może w pewnym momencie usłyszysz wewnętrzną paplaninę własnego umysłu i zauważysz wartki strumień nieustannie pojawiających się myśli? To znak, że zmierzasz w dobrym kierunku i jesteś na najlepszej drodze od odnalezienia prawdziwie głębokiej ciszy. Tej, którą nosisz w sobie.
