Kiedy za dużo różu, czyli jak dbać o cerę naczynkową
fot. Getty Images

TAKE CARE

/

09.11.21

Kiedy za dużo różu, czyli jak dbać o cerę naczynkową

TAKE CARE

/

09.11.21

Kiedy za dużo różu, czyli jak dbać o cerę naczynkową

Martwisz się, że masz cerę naczynkową i nie wiesz jak o nią zadbać? Rumień rozwija się etapowo i najczęściej zaczyna się dość niewinnie od skłonności do zaróżowienia skóry na twarzy, np. po wypiciu alkoholu. Przy tendencji do rozszerzonych naczynek warto jak najszybciej umówić się na wizytę u dermatologa, który oceni skalę problemu i zaleci odpowiednią pielęgnację oraz zabiegi laserowe.

Oczywiście dobrze jest stosować kosmetyki przeznaczone specjalnie do cery naczynkowej, ale trzeba pamiętać, że nie zastąpią one leczenia i na pewno nie usuną przyczyny problemu. Mechanizm ich działania zazwyczaj polega na łagodzeniu i w pewnym sensie maskowaniu objawów rumienia. Z tego powodu łatwo przegapić moment, kiedy rumień napadowy utrwali się i z czasem może prowadzić nawet do trądziku różowatego. Na pewno korzystne jest stosowanie delikatnych kosmetyków do demakijażu oraz preparatów nawilżających i natłuszczających, bo jedną z przyczyn rumienia może być przewlekłe przesuszenie i podrażnienie skóry, które zazwyczaj wynika z przebywania w klimatyzowanych pomieszczeniach albo pracy w niesprzyjających warunkach atmosferycznych. Co nie oznacza, że nie możesz korzystać z zabiegów w gabinecie, czy stosować kosmetyków zawierających retinol albo kwasy owocowe. Musisz tylko pamiętać, że aktywne składniki o działaniu przeciwzmarszczkowym często prowadzą do lekkiego rozszerzania się naczyń krwionośnych i z tego powodu mogą nasilać dolegliwości skóry naczyniowej. W takiej sytuacji wystarczy stosować je rzadziej, np. dwa, trzy razy w tygodniu, a kremy czy maseczki z kwasami zmywać ze skóry wcześniej, niż zaleca to producent kosmetyku. Generalnie przy pielęgnacji twarzy najważniejsze są umiar i zdrowy rozsądek, bo przesadne dbanie o skórę i stosowanie zbyt dużej ilości drażniących i wysuszających preparatów może z czasem prowadzić do nadwrażliwości na kosmetyki, która niesłusznie bywa mylona z alergią kontaktową.

Jesień to zdecydowanie najlepszy moment na zabiegi laserowe, które niezależnie od nasilenia problemu praktycznie całkowicie rozwiązują problem popękanych naczynek. Oczywiście gwarancją dobrych efektów są wiedza i doświadczenia kliniczne lekarza, bo tutaj kluczowe znaczenie ma prawidłowe zdiagnozowanie pacjenta i dobranie odpowiedniego urządzenia. Jednak muisz się uzbroić w cierpliwość, bo zabiegi laserowe trzeba powatarzać regularnie. Dlaczego? Po pewnym czasie od zabiegu rumień może wystąpić ponownie, ale jest związany z pojawianiem się w skórze nowych rozszerzonych naczyń krwionośnych i dlatego można odnieść wrażenie, że laser był nieskuteczny. To nieprawda, bo przy prawidłowo ustawionych parametrach energia laserowa przenika do środka rozszerzonego naczynia i dzięki powinowactwu do hemoglobiny precyzyjnie i trwale niszczy je w stu procentach. Obawiasz się bólu i obrzęku? Rzeczywiście przy zamykaniu naczynek nie stosuje się miejscowego znieczulenia, ale bolesność zabiegu i przegrzanie skóry wynika bezpośrednio z ilości i grubości popękanych naczyń oraz nasilenia rumienia. Dlatego przy skłonności do rumienia warto na zabieg laserowy umówić się jak najszybciej, żeby zminimalizować dyskomfort podczas i bezpośrednio po zabiegu. Ale nie tylko dlatego, bo zdarza się, że w trwale rozszerzonych naczyniach krwionośnych pojawiają się mikrozakrzepy, które prowadzą do stanu zapalnego w skórze, a nawet trądziku różowatego. Powodem do niepokoju powinny być drobne krostki oraz nadwrażliwość objawiająca się nieprzyjemnym uczuciem pieczenia, np. w trakcie demakijażu, wynikająca z pocierania skóry płatkiem kosmetycznym, a nie alergii na składniki mleczka czy wody micelarnej. W takie sytuacji nie ma co zwlekać, tylko jak najszybciej umówić się do dermatologa i rozpocząć leczenie.

TEKST Tomek Kocewiak