Ambasadorzy Fillmed. Poznajmy się!
fot. materiały prasowe

TAKE CARE

/

10.02.22

Ambasadorzy Fillmed. Poznajmy się!

TAKE CARE

/

10.02.22

Ambasadorzy Fillmed. Poznajmy się!

Dr Marlena Majkut-Sobechowicz jest dermatologiem, lekarzem medycyny estetycznej i przeciwstarzeniowej oraz Ambasadorką Fillmed Polska. Absolwentka Lubelskiego Uniwersytetu Medycznego, pracowała w Klinice Dermatologicznej WUM w Warszawie, gdzie ukończyła specjalizację z dermatologii i wenerologii. Swoją przygodę z medycyną estetyczną rozpoczęła we Włoszech i Szwajcarii szkoląc się u światowej sławy chirurga plastycznego dr Riccardo Forte. Następnie swoją wiedzę i doświadczenie poszerzała u znanego specjalisty i szkoleniowca dr Inigo de Felipe w sieci jego klinik w Hiszpanii. Przez ponad rok pracowała w klinice estetycznej doktora de Felipe w Warszawie. Dzięki bardzo szerokiemu doświadczeniu, bogatej wiedzy zdobytej w ciągu kilkunastu lat pracy i nauki, doktor podchodzi do każdego pacjenta w kompleksowy i nowoczesny sposób. Dr Marlena Majkut-Sobechowicz wykonując zabiegi z zakresu medycyny estetycznej nie tylko przywraca harmonijny wygląd twarzy i ciała, ale jak sama mówi o sobie, leczy także skórę, kompleksy i złe samopoczucie oraz motywuje pacjentki do zdrowego trybu życia.
 
Dlaczego wybrałaś zawód lekarza?
Wyrosłam w rodzinie lekarskiej i myślę, że to rodzice wpoili mi miłość do tego zawodu już w dzieciństwie. W moim rodzinnym mieście Chełmie mieliśmy ośrodek diagnostyczno-leczniczy Laser-Med prowadzony do dzisiaj przez moją mamę, która jest specjalistą alergologiem, pulmonologiem i pediatrą. Laser-Med było i do dziś jest jednym z pierwszych laboratoriów diagnostycznych w tym regionie, oferujących pełną diagnostykę, w tym najnowocześniejszą diagnostykę alergologiczną. W ślady rodziców poszła też moja siostra, która jest internistą i pulmonologiem i również pracuje w Laser-Med. Współzałożycielem  Lasermedu był mój tata, który mimo, że był internistą, to na początku lat 90. zainteresował się laseroterapią i sprowadził do Chełma dwa duże lasery, które z ogromnym powodzeniem stosował m.in. w leczeniu owrzodzeń. Tata generalnie był człowiekiem nietuzinkowym i w czasach kiedy się jeszcze o tym nie mówiło, był zwolennikiem holistycznego podejścia do pacjenta i często łączył medycynę tradycyjną z akupunkturą i laseroterapią. Pamiętam, że jako mała dziewczynka bardzo lubiłam przychodzić do ośrodka i obserwować rodziców przy pracy. Do dzisiaj jestem sentymentalnie związana z tym miejscem i raz w miesiącu przyjmuję tam pacjentów. Niektórzy z nich pamiętają mnie z czasów gdy byłam małą dziewczynką.
 
Czyli medycyna była Ci pisana od dziecka?
Nie wyobrażałam sobie, że mogłabym w życiu robić coś innego, choć jednocześnie zawsze interesowało mnie wiele rzeczy. Pisałam opowiadania i wiersze, z powodzeniem grałam w szkolnych przedstawieniach i zawsze słyszałam, że mam talent aktorski. Wtedy chyba nie do końca miałam świadomość co to oznacza. Dopiero teraz, gdy patrzę na moją ośmioletnią córkę, to dostrzegam w niej ten sam potencjał i talent, który wtedy chyba też miałam. Chciałam być też dziennikarką bo zawsze lubiłam dużo mówić, ale i tak medycyna była najważniejsza. Podeszłam do egzaminów na medycynę, przy założeniu, że jesli nie dostanę się na studia, to znak, że mam w życiu robić coś innego, na przykład tworzyć kosmetyki po biotechnologii kosmetyków. Pamiętam, że myślałam wtedy o tym kierunku, bo to łączyło się z pielęgnacją skóry, która bardzo mnie interesowała. W sumie po latach, będąc już lekarzem medycyny estetycznej i dermatologiem, zrozumiałam, że tak naprawdę moja fascynacja skórą zaczęła się bardzo wcześnie, bo już w dzieciństwie zabierałam mamie kremy i mieszałam je ze sobą, żeby stworzyć ten najlepszy i najbardziej skuteczny. Nie zmienia to faktu, że bardzo zależało mi, zeby dostać się na medycynę i w liceum włożyłam w to duzo pracy, ucząc się w klasie biologiczno-chemicznej. Po egzaminach, jak zobaczyłam się na liście osób przyjętych, to tak się rozpłakałam, że  moja siostra widząc moją reakcję, powiedziala, żebym się nie martwiła i próbowała jeszcze raz za rok, bo myślala że płaczę ze smutku.
 
W którym momencie zdecydowałaś się na specjalizację z dermatologii?
Początkowo na studiach chciałam być doktorem Judymem i wyleczyć wszystkich ze wszystkiego. Potem zafascynowałam się ginekologią i pediatrią, bo od zawsze uwielbiałam dzieci. Tak się jednak złożyło, że zaraz po studiach zetknęłam się z medycyną estetyczną, która bardzo mnie zainteresowała, bo zawsze lubiłam zabiegówkę, ale nie chciałam iść na chirurgię i stać godzinami przy stole operacyjnym. Spodobały mi się drobne zabiegi, które dają szybki efekt i gdzie w małoinwazyjny sposób można zrobić coś naprawdę wielkiego. Wtedy też zrozumiałam, że jeżeli chcę być dobrym lekarzem medycyny estetycznej, to powinnam zrobić specjalizację z dermatologii, bo w innym przypadku nie do końca będę rozumiała jak funkcjonuje skóra. Od razu po studiach podjęłam dwuletnią naukę w Międzynarodowym Centrum Kształcenia Anti-Aging prowadzonym wtedy przez dr n. med. Barbarę Walkiewicz-Cyrańską. Poznałam tam koleżankę, która była już na dermatologii i to ona namawiała mnie, żebym koniecznie złożyła papiery na tę specjalizację. Ostatecznie to zrobiłam, choć muszę przyznać, że zwlekałam z tym do ostatniej chwili. Ostatecznie okazało się, że na tyle dobrze napisałam egzamin, że zostałam przyjęta na rezydenturę, co było nie lada osiągnięciem, bo tego roku były tylko 4 wolne miejsca na całe woj. mazowieckie. Specjalizację z dermatologii w całości odbyłam w  Klinice Dermatologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego przy ul. Koszykowej. Bardzo dużo się tam nauczyłam, bo miałam do czynienia z pacjentami z ciężkimi chorobami skóry, praktycznie z całej Polski. Ukończenie dermatologii było spełnieniem marzeń i do dzisiaj jestem tym zachwycona. Uważam, że to piękna specjalizacja i nie zamieniłabym jej na żadną inną.
 
Dermatologia pomaga ci w pracy lekarza medycyny estetycznej?
Wiedza dermatologiczna ogromnie pomaga w byciu lekarzem medycyny estetycznej. Dzięki niej rozumiem jak funkcjonuje skóra i mogę łączyć leczenie chorób skóry z odpoweidnio dobranymi zabiegami. Nazywam to bardziej dermatologią estetyczną niż medycyną estetyczną i takie podejście jest mi zdecydowanie bliższe. Bez problemu prowadzę też pacjentów podczas rekonwalescencji pozabiegowej, gdzie dobieram odpowiednie formuły i terapie dermatologiczne. W trakcie specjalizacji przez pięć lat uczymy się o tym jak funkcjonuje skóra i jak leczyć schorzenia dermatologiczne. Oczywiście po studiach medycznych każdy z lekarzy ma minimalną wiedzę na temat skóry, ale tych zajęć jest tak mało, że później na dermatologii trzeba się kształcić praktycznie od zera. Jednocześnie szanuję wszystkich lekarzy medycyny estetycznej innych specjalizacji, szczególnie, że wielu z nich jest naprawdę świetnymi specjalistami i każda specjalizacja lekarska wnosi inną wiedzę, która pozwala lepiej rozumieć pewne procesy zachodzące w ludzkim organizmie.

Jak dalej potoczyła się twoja przygoda z medycyną estetyczną?
W czasie nauki w szkole poznałam dr Inigo de Felipe, dermatologa z Hiszpanii, który chciał otworzyć klinikę w Warszawie i szukał lekarza, który pomógłby mu  w tym przedsięwzięciu. Doktor de Felipe miał klinikę w Barcelonie, ale był także współwłaścicielem kilku innych, praktycznie w całej Hiszpanii. Dzięki niemu poznałam nie tylko ten malowniczy kraj, ale przede wszystkim bardzo wiele dowiedziałam się o medycynie estetycznej  i dermatologii, zanim tak naprawdę  zostałam dermatologiem. A kiedy w końcu klinika w Polsce powstała, to otrzymałam od Inigo ogromny kredyt zaufania, bo jako bardzo młoda lekarka miałam niepowtarzalną szansę tworzyć to miejsce od podstaw. To doświadczenie dodało mi skrzydeł, zwłaszcza, że było to ponad 10 lat temu, kiedy medycyna w Polsce raczkowała i była trochę owiana tajemnicą, a polscy lekarze niechętnie dzielili się swoją wiedzą. Dlatego miałam ogromne szczęście, że na swojej drodze spotkałam dr Riccardo Forte, wybitnego chirurga plastycznego z Włoch, któremu zawdzięczam w sumie najwięcej, bo to on był moim mentorem w dziedzinie medycyny estetycznej. Poznaliśmy się na jednym z kongresów w Polsce, gdzie tak się złożyło, że asystowałam mu podczas warsztatu dla lekarzy i pomagałam w tłumaczeniu wykładu. W ramach podziękowania za pomoc, doktor Forte zaproponował, że nauczy mnie medycyny estetycznej i zaprosił do swojej kliniki w malowniczym Como. Muszę przyznać, że nie do końca mogłam w to uwierzyć, ale poleciałam do Włoch i jak się okazało, była to jedna z najlepszych decyzji w moim życiu! Z czasem bardzo się z Riccardo zaprzyjaźniliśmy i potem wielokrotnie do niego wracałam na kilkudniowe szkolenia. Bardzo dużo mu zawdzięczam, bo tak naprawdę to on pierwszy zauważył mój potencjał i nieustannie motywował do samodzielnej pracy.
 
Masz jakiś ulubiony zabieg, który wykonujesz najchętniej?
Muszę przyznać, że uwielbiam modelowanie twarzy kwasem hialuronowym, a także zabiegi Hydra Booster i Lift Booster marki Fillmed, które pozwalają na jednoczesne modelowanie, odżywienie i stymulowanie skóry. Bardzo lubię też zbiegi na okolicę oka i choć jest ona trudna i wymagająca. to wiele można tutaj zrobić: wypełnić dolinę łez kwasem hialuronowym albo odmłodzić, rozjaśnić i wzmocnić skórę. Dobrym przykładem takiego zabiegu jest Beautifeye marki Fillmed, który intensywnie rozświetla i nawilża skórę pod oczami. Wykonuję też sporo zabiegów laserowych urządzeniem Cutera Excel V. To doskonały laser nie tylko do zamykania naczyń, ale także leczenia trądziku różowatego. W oparciu o swoją wiedzę i doświadczenie stworzyłam także autorskie procedury leczenia tym laserem trądziku zwyczajnego w ramach kuracji łączonej. Muszę powiedzieć, że efekty tych zabiegów są naprawdę znakomite!
 
Wyglądasz bardzo naturalnie. Jesteś zwolenniczką dyskretnego poprawiania urody?
Lubię nieprzerysowane i naturalne efekty zabiegów, zresztą sama też staram się tak wyglądać. Uważam, że dobrze wykonany zabieg to taki, gdy nie widać czy i co było robione, ale który zatrzymuje lub odwraca procesy starzenia i dodaje pacjentce pewności siebie. Bardzo nie podobają mi się karykaturalne, przerysowane usta lub policzki i nawet jeżeli pacjentka na nie nalega, zawsze odmawiam. Także dlaczego, że wykonując taki zabieg niejako podpisuję się pod jego efektami, a nie chciałabym być z nimi kojarzona. W swojej praktyce lekarskiej przede wszystkim stawiam na prewencję i wykonuję wyłącznie takie zabiegi o których wiem, że nie szkodzą skórze. Wśród zabiegów medycyny estetycznej istnieją procedury zabiegowe, których nie robię, bo nie zgadzam się z nimi z punktu widzenia dermatologa. W swojej pracy stawiam na naturalność. Przede wszystkim stymulowanie, kondycjonowanie i zagęszczanie skóry. Muszę przyznać, że mam sporo pacjentek, które prowadzę latami i które z upływem lat wyglądają coraz lepiej bez stosowania żadnych radykalnych zabiegów i co najważniejsze przy zachowaniu naturalnych rysów twarzy.
 
Masz jakieś swoje sprawdzone sposoby na relaks?
Bliskość natury, spcery, wycieczki rowerowe z rodziną. Skupianie się na byciu tu i teraz. Język hiszpański — uwielbiam go słuchać, bo jest jak piosenka i od razu wprawia mnie w dobry humor. Bardzo lubię czytać i przyznam szczerze, że gdybym tylko mogła, to z chęcią spędziłabym cały dzień z książką w ręku. Zresztą mam nadzieję, że kiedyś sama napiszę i wydam własną książkę. Mam już na nią kilka pomysłów.

O czym będzie książka?
Chciałabym, żeby dotyczyła szeroko rozumianego zdrowego życia i tematyki związanej z medycyną anti-aging. Pracując w poradni dermatologicznej bardzo dużo czasu traciłam, żeby pacjentom opowiedzieć o podstawach dbania o siebie. O piciu wody, zbilansowanej diecie, czy hormonoterapii. Tak się składa, że mam na ten temat sporą wiedzę, bo jestem certyfikowanym lekarzem medycyny przeciwstarzeniowej, której nauczył mnie dr Thierry Hertoghe z Belgii. W medycynie anti-aging bardzo dużo mówi się o diecie, hormonach i odpowiedniej suplementacji, by dożyć setki w dobrym zdrowiu i sprawności fizycznej. Oczywiście w swojej książce na pewno poruszę zagadnienia dotyczące pielęgnacji skóry, ale chciałabym, żeby była to pozycja napisana prostym i przystępnym językiem. Taka książka dla każdego.
 
A sama jakie książki czytasz najchętniej?
Najróżniejsze, ale od zawsze bardzo interesuję się psychologią kliniczną, neurobiologią, a ostatnio przeczytałam sporo książek na temat rozwoju osobistego. Generalnie lubię dobrze napisane książki, mogą to być nawet poradniki, na przykład jak radzić sobie ze stresem. W czasie pandemii czułam silną potrzebę relaksu i wypoczynku, dlatego trochę nauczyłam się medytacji i mindfulness. Skończyłam też Akademię Trenerów Mentalnych i zostałam certyfikowanym trenerem tej metody. Poza tym, że mogę prowadzić szkolenia w tym zakresie, to dużo dobrego wniosło to do mojego życia i do relacji z innymi ludźmi, w tym moimi pacjentkami. Uwielbiam z nimi rozmawiać, a że jestem dość empatyczna i potrafię słuchać, to czasami chyba traktują mnie jak psychologa albo trenera mentalnego. A ja kocham ludzi i uwielbiam ich historie! 
 
Podróżujesz?
Uwielbiam poznawać nowe miejsca i nowych ludzi, bo wtedy najlepiej odpoczywam. Nie mam jednak swoich ulubionych destynacji, bo uważam, że w każdym miejscu można zobaczyć i przeżyć coś niezwykłego, o ile oczywiście człowiek znajdzie się duchem tam gdzie jest. Problem tylko w tym, że nie zawsze nam się to udaje i na pewno najgorszym uwiązaniem naszych czasów jest oczywiście telefon. Dlatego tak bardzo podoba mi się pomysł wakacji bez telefonu  i uważam, że dla równowagi psychicznej każdy powinien mieć kilka dni w roku bez niego. Polecam taki detoks!

ROZMAWIAŁ Tomek Kocewiak