Ambasadorzy FILLMED. Poznajmy się!
fot. materiały prasowe

TAKE CARE

/

25.02.21

Ambasadorzy FILLMED. Poznajmy się!

TAKE CARE

/

25.02.21

Ambasadorzy FILLMED. Poznajmy się!

Dr Magdalena Tyc-Tyka jest ambasadorką Fillmed Laboratoires w Polsce i absolwentką wydziału lekarskiego Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Podczas studiów medycznych dr Tyc-Tyka zdobyła dodatkową wiedzę z zakresu kosmetologii, a także psychoterapii i psychoanalizy. Bardzo empatyczna i wyrozumiała, w swojej pracy najbardziej ceni sobie bezpośredni kontakt z pacjentkami, które w jej rękach zawsze mogą czuć się bezpiecznie. Specjalnością dr Magdaleny Tyc-Tyki są małoinwazyjne zabiegi medycyny estetycznej, które wykonuje zgodnie ze swoją misją: „Naturalne piękno dzięki bezpiecznym zabiegom". Prywatnie wielbicielka egzotycznych podróży i zwiedzania świata, jak trzeba, potrafi przebiec nawet półmaraton.

Pamiętasz moment kiedy zdecydowałać, że zostaniesz lekarzem?
Jako nastolatka przede wszystkim bardzo chciałam pomagać ludziom i sprawiać im radość, a ponieważ w tamtych czasach nie było zbyt wielu zawodów, które dałyby mi możliwość realizowania tych marzeń, to mój wybór padł na medycynę. Z dzisiejszej perspektywy może się to wydawać trochę niedojrzałe i naiwne, ale chyba jakąś cząstkę tamtej młodej dziewczyny noszę w sobie do dzisiaj, bo praca z ludźmi i bliski kontakt z pacjentami jest moją pasją i źródłem ogromnej satysfakcji. Pamiętam, że w czasach licealnych równolegle myślałam też o studiowaniu architektury, bo bardzo ciągnęło mnie do projektowania, ale poźniej porzuciłam ten pomysł, szczerze mówiąc głównie ze względu na matematykę, która mnie pokonała.

Dzisiaj nie żałujesz trochę tej architektury?
Nie zastanawiałam się nad tym, ale teraz myślę, że wbrew pozorom mam w życiu jedno i drugie, bo przecież w jakimś sensie zajmuję się architekturą ludzkiej twarzy i jednocześnie dbam o psyche i dobre samopoczucie moich pacjentek. 

Jak wspominasz same studia medyczne w Collegium Medicum?
Oczywiście to był bardzo intensywny czas i dużo się działo, ale szczerze mówiąc do dzisiaj najbardziej wspominam fakultety, które prowadził, nieżyjący już niestety, profesor Jerzy Aleksandrowicz, wybitny lekarz psychiatra, psychoterapeuta i nauczyciel psychoanalizy. To właśnie dzięki zajęciom z jego udziałem zafascynowałam się tą tematyką i choć od początku wiedziałam, że psychiatria nie jest specjalizacją dla mnie, to zainteresowanie psychoterapią, psychoanalizą i rozwojem własnej osobowości zostało mi do dzisiaj. Tak się w moim życiu szczęśliwie złożyło, że po latach miałam niepowtarzalną okazję współpracować z profesorem, który w pewnym sensie mnie ukształtował i wpłynął na postrzeganie świata. To właśnie dzięki niemu zrozumiałam, że najważniejsze w życiu jest podążanie w kierunku, który się kocha i rozwijanie swoich pasji. Tak naprawdę każde spotkanie z Jerzym Aleksandrowiczem było niezwykłą rozmową, która zmuszała do refleksji i na długo zapadała w pamięć, ale szczególnie zapamiętałam jedną z nich. Rozmawialiśmy akurat o tym co byśmy chcieli robić w życiu i kiedy profesor usłyszał, że marzę o domku w Bieszczadach i malowaniu obrazów na odludziu, to zapytał mnie „Pani Magdaleno, a ile by pani tam wytrzymała? Dwa miesiące, może rok? Pani jest stworzona do pracy z ludźmi i musi być wśród ludzi". I ja te słowa sobie mocno wzięłam do serca, bo profesor Aleksandrowicz chyba wiedział wtedy o mnie więcej niż ja sama. Jak się po latach okazało, miał rację w stu procentach.

Jakim jesteś lekarzem?
Czasami myślę, że dość nietypowym, co w dużej mierze wynika z mojego bardzo empatycznego podejścia do pacjenta. W moim odczuciu w medycynie estetycznej bardzo ważny jest bezpośredni i szczery kontakt z pacjentem. Myślę, że czasami może to być nawet taka swoista forma psychoterapii dzięki której wspieram kobiety, które zwłaszcza teraz potrzebują tego bardziej niż kiedyś. W moim gabinecie zawsze spotyka się nie tylko lekarz z pacjentem, ale przede wszystkim człowiek z drugim człowiekiem. Tylko przy takim założeniu jest szansa na szczery dialog i wywiad lekarski z prawdziwego zdarzenia, który u mnie często trwa dłużej niż było to wcześniej zaplanowane. Na pewno bardzo ważne jest dla mnie bezpieczeństwo pacjenta i w pracy zawsze kieruję się mottem „Naturalne piękno dzięki bezpiecznym zabiegom" i wiem, że dopóki trzymam się tej zasady, to moi pacjenci są w bezpiecznych rękach, a ja mogę spać spokojnie.

Bezpieczeństwo zabiegów to ostatnio bardzo gorący temat.
A ja mam wrażenie, że o powikłaniach w medycynie estetycznej na kongresach dla lekarzy mówiło się od dawna. Może te informacje po prostu nie docierały do mediów i pacjentów? Już wiele lat temu, na jednym z moich pierwszych kongresów medycyny estetycznej, usłyszałam o powikłaniach oraz o tym, że ich liczba wzrasta proporcjonalnie z ilością wykonywanych zabiegów i trzeba się z tym liczyć. Przyznam, że dla początkującego lekarza medycyny estetycznej zabrzmiało to bardzo zniechęcająco. Na szczęście głos zabrał wtedy profesor Alessio Redaelli, człowiek legenda i pionier medycyny estetycznej w Europie, który powiedział, że on wykonuje zabiegi w taki sposób, żeby minimalizować ryzyko powikłań i dzięki temu udało mu się ich uniknąć. Wtedy od razu pomyślałam, że to jest człowiek, który poprowadzi mnie na ścieżce zawodowej. W ten sposób profesor Redaelli stał się moim prawdziwym mentorem i później, choć wielokrotnie szkoliłam się u niego w Mediolanie i w Polsce, to nigdy nie zawiódł mojego zaufania. Dzisiaj wiem na pewno, że to był najlepszy wybór w moim życiu. 

Dlaczego?
Na pewno bardzo bliska jest mi jego filozofia i podejście do pracy z pacjentem. Redaelli zawsze podkreśla kwestie bezpieczeństwa i kieruje się zasadą umiaru. Oczywiście nie wszyscy lekarze lubią takie myślenie o zabiegach medycyny estetycznej, ale jest mi ono szczególnie bliskie i muszę przyznać, że dzięki temu mam same zadowolone, na pewno piękniejsze i przede wszystkim zdrowe pacjentki. Przy profesorze na pewno nauczyłam się robić zabiegi na spokojnie, etapami i choć same techniki na przestrzeni tych wielu lat oczywiście ulegały zmianie, to niezmienna pozostała troska o komfort i bezpieczeństwo pacjenta oraz przywiązanie do preparatów Fillmed, którym jestem wierna od samego początku.

Z czego to wynika?
Na pewno kluczowa była rekomendacja profesora Redeallego, który pracował właśnie na tych produktach, a ja bardzo mu zaufałam. Z czasem samodzielnie, krok po kroku, odkrywałam ukryty w nich potencjał i bazując już na własnym doświadczeniu, wypracowałam sobie autorskie techniki, które dają naprawdę świetne efekty. Najlepszym tego przykładem jest zabieg Lift Booster łączący działanie NCTF 135 HA z ArtFiller Fine Lines z kwasem hialuronowym. Muszę powiedzieć, że przez lata zrobiłam tych zabiegów tyle, że jestem niekwestionowaną królową Lift Boostera i w swojej karierze nie spotkałam jeszcze pacjentki, która nie byłaby zadowolona z efektów tego zabiegu i później nie wróciła na kolejny. 

Cały czas rozmawiamy o medycynie, a przecież miałem pytać o twoje pasje i to jak jak odpoczywasz po pracy.
Na pewno dbam o to, żeby mieć dużo czasu dla siebie, bo jak ktoś jest tak empatyczny jak ja, to potrzebuje czasami oddechu i przestrzeni, żeby móc uporządkować myśli i znów zatęsknić za ludźmi. W pewnym momencie swojego życia postanowiłam, że przynajmniej raz na trzy miesiące będę podróżować i muszę przyznać, że dopóki pandemia nie pokrzyżowała mi wszystkich planów, to całkiem nieźle mi się to udawało. Nie muszę za każdym razem wyjeżdżać na długo — wystarczy mi pięć dni albo długi weekend, żebym wypoczęła i nabrała sił. Uwielbiam podróżowanie i zwiedzanie świata! Czasami śmieję się, że jak mnie ktoś gdzieś zaprosi, to nich się potem nie zdziwi jak przylecę nawet do Australii.

Masz jakieś ulubione miejsca na świecie?
Zdarzało się, że trafiałam w miejsca do których chciałam wrócić, ale później zazwyczaj zmieniałam zdanie, bo przecież jest tyle pięknych miejsc na Ziemi do odkrycia, a tak mało czasu na urlop. Na pewno mam ogromny sentyment do Afryki, bo apetytu na podróże nabrałam właśnie podczas wyprawy do Kenii i Tanzanii. Pojechałam tam z ekipą zaprzyjaźnionych maratończyków, żeby ich wspierać podczas zawodów. To był świetnie zorganizowany wyjazd, podczas którego miałam niepowtarzalną okazję zobaczyć zdecydowanie więcej niż tylko główne atrakcje turystyczne o których można przeczytać w przewodniku. I jeszcze kolejny niesamowity wyjazd na maraton pod Kilimandżaro i przy okazji wejście na wulkan Bisoke 3711 m.n.p.m. w Rwandzie, gdzie po drodze natknęliśmy się na rodzinę goryli, przez które musieliśmy zmienić wytyczoną trasę i przedzierać się przez dżunglę, żeby je ominąć. Te i inne afrykańskie przygdy przeżyłam dzięki Magdzie i Pawłowi, moim wspaniałym przyjaciołom z Afryki, którzy tak pięknie wszystko zorganizowali. Tego się nie zapomina.

Nie kusiło cię, żeby spróbować swoich sił w maratonie?
Przyznam, że pod Kilimandżaro piąteczkę zrobiłam, bo takiej okazji nie mogłam przegapić! Nie biegam regularnie, ale na pewno do działania zawsze motywują mnie szczególne wydarzenia z misją. Tak było w przypadku wyjątkowego biegu zorganizowanego przez Fundację Kobieta Niezależna Kamili Rowińskiej. W takiej sytuacji potrafię znaleźć w sobie niespożyte pokłady energii i jak trzeba to nawet półmaraton przebiegnę!

ROZMAWIAŁ Tomek Kocewiak