Dr n. med. Tomasz Konończuk jest ambasadorem Fillmed Laboratoires, szkoleniowcem i uznanym ekspertem w dziedzinie medycyny estetycznej oraz członkiem zarządu Polskiego Towarzystwa Lekarzy Medycyny Estetycznej „POLME”. Konkretny i rzeczowy w pracy, na co dzień jest spełnionym i szczęśliwym tatą trzech córek. Wśród pacjentów ma opinię lekarza z powołania i jest ceniony nie tylko za swój profesjonalizm i wiedzę medyczną, ale także otwartość i pozytywną energię, którą potrafi dzielić się z drugim człowiekiem.
Co daje ci najwięcej satysfakcji w zawodzie lekarza?
Na pewno moment kiedy pacjentka wstaje przeszczęśliwa z fotela, ale tak naprawdę to szkolenia dla lekarzy są moją prawdziwą pasją. Najwięcej przyjemności daje mi sam proces przekazywania wiedzy i edukacja koleżanek i kolegów po fachu, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z medycyną estetyczną albo tych, którzy mają już pewne doświadczenie zawodowe, ale chcą dalej się rozwijać i poznać bardziej zaawansowane techniki zabiegowe.
Jak myślisz, jakim szkoleniowcem jesteś?
Lubię dzielić się wiedzą, którą zdobywałem przez ponad 10 lat praktykowania tego zawodu i w przeciwieństwie do niektórych kolegów jestem dużo bardziej cierpliwy i wyrozumiały, bo przecież każdy z nas kiedyś zaczynał swoją przygodę z medycyną estetyczną. To, że w trakcie szkolenia nie zawsze wszystko idzie tak jak powinno, najczęściej wynika ze stresu, który dopada głównie lekarzy niemających doświadczenia zabiegowego. W zawodzie lekarza najwięcej uczymy się przez praktykę, a przecież nie każdy kto skończył medycynę musi być wybitnie uzdolniony manualnie.
Zawsze chciałeś zostać lekarzem?
Tak naprawdę jeszcze w trzeciej klasie liceum chciałem być prawnikiem i kiedy wreszcie za namową rodziców zdecydowałem się zdawać na medycynę, to muszę przyznać, że moja wiedza, na przykład z chemii, była dość ograniczona, żeby nie powiedzieć żadna. W sumie miałem tylko rok na przygotowanie się do egzaminów, ale tyle czasu wystarczyło, żeby dostać się na Uniwersytet Medyczny w Białymstoku. Później już w czasie studiów medycyna stała się moją prawdziwą pasją i nawet obroniłem doktorat z wyróżnieniem.
Jesteś stomatologiem, dlaczego wybrałeś tę specjalizację?
Tu akurat nie było wątpliwości, bo należę do trzeciego pokoleniem dentystów w mojej rodzinie — pierwszy był dziadek, potem moja mama, jej trzy cioteczne siostry, no i ja. Czasami śmieję się, że dosłownie mam ten zawód we krwi, bo od urodzenia mam hipermobilne stawy i dzięki temu jestem bardzo elastyczny i sprawny manualnie. Na pewno ułatwia mi to pracę i nigdy w życiu się nie połamałem, choć spadałem z różnych wysokości.
Czyli można powiedzieć, że zawsze spadasz na cztery łapy?
Tak i mam nadzieję, że to się nie zmieni, ale prawdę mówiąc nie zawsze było kolorowo i chyba tak jak każdy miałem lepsze i gorsze okresy w życiu. Na pewno mocno przeżyłem początek pandemii, która sprawiła, że straciłem poczucie bezpieczeństwa, zamknąłem swoją klinikę i ponad trzy miesiące przesiedziałem w domu — tak bardzo bałem się o bezpieczeństwo mojej rodziny. Może za dużo naoglądałem się telewizyjnych wiadomości? Tego nie wiem, ale czasami żartuję, że są też pozytywne skutki pandemii, bo od nadmiaru stresu pozbyłem się kilku kilogramów.
Niektórzy ten czas potraktowali jak przedłużające się wakacje. W twoim przypadku było inaczej?
Zdecydowanie tak, bo mam trzy córki, które wymagają nieustannej uwagi i codziennie trzeba było jednemu dziecku puścić lekcję, drugiemu puścić lekcję, a najmłodszej córce przewinąć pieluchę. Ciągle było coś do zrobienia, ale teraz myślę, że te prozaiczne czynności pozwoliły mi przetrwać ten trudny czas i nie zwariować. Bardzo kocham moje dzieci i rodzina jest dla mnie najważniejsza, ale z drugiej strony moim największym problemem jest, że tak bardzo chcę żeby wszyscy dookoła mnie byli szczęśliwi i to mnie czasami mocno obciąża.
Jakim ojcem jesteś?
Jesteśmy rodziną patchworkową i jestem szczęśliwym, chodź bardzo zapracowanym, tatą trzech dziewczynek. Bardzo kocham moje dzieci, ale prawda jest taka, że czasami chciałbym gdzieś wyjechać z moją drugą połówką, żeby znowu za nimi zatęsknić. Poza tym chyba potrzebuję wreszcie jakiejś zmiany w życiu i czasami marzy mi się nawet, żeby rzucić to wszystko i wyjechać gdzieś, gdzie ludzie częściej się do siebie uśmiechają.
To czemu tego nie zrobisz?
Na pewnym etapie życia to nie takie proste, a poza tym czuję, że prędzej czy później zatęskniłbym za Polską, gdzie przecież mam rodzinę i najbliższych przyjaciół.
A masz takie swoje wymarzone miejsce na ziemi?
Kiedyś były to Włochy, bo kocham Alpy i jazdę na nartach, ale teraz marzę raczej o spokojnym miejscu na skraju puszczy Białowieskiej lub małym domku na mazurskiej wsi, najchętniej nad jeziorem. Lubię myśleć, że znalazłbym tam święty spokój za którym tak tęsknię i gdzie mógłbym ładować baterie. Na co dzień prowadzę tak intensywne życie, że rzadko znajduję czas na obejrzenie dobrego filmu, że nie wspomnę o czytaniu i czasami się śmieję, że ostatnia książka jaką przeczytałem to „Na jagody".
ROZMAWIAŁ Tomek Kocewiak

fot. materiały prasowe
TAKE CARE
/
18.12.20
Ambasadorzy FILLMED. Poznajmy się!
TAKE CARE
/
18.12.20